Bajka o Karskim w Izbicy. Policzyć Żydów

Jan Karski opowiada swoją fikcję.

(wersja robocza – niepełna – uzupełniona 14.06.2018)

Powiem na wstępie, ze zaczynam być zatrwożony tym tematem, bo co krok okazuje się, że coś nie gra i artykułów miało być dwa, a ten jest już trzeci i pewnie jeszcze będą dwa.

Gdy mowa o liczeniu Żydów od razu przypomina mi się fragment z Pisma Świętego, gdzie król Dawid chciał policzyć swój lud. No i jak wiecie nie skończyło się to dobrze. Chociaż z drugiej strony liczenie Żydów, a liczenie Izraelitów to przecież dwie różne sprawy. Tytuł artykułu odnosi się oczywiście do liczenia Żydów izbickich w okresie 1939-1943. Skoro trudno jest dowieść tego czy Karski był czy nie był w Izbicy w 1942 roku, to może odpowiedź znajdzie się w liczbach. Przynajmniej mam taką nadzieję.

W bieżącym artykule zajmę się tylko transportami – zarówno tymi przychodzącymi do Izbicy jak i z tej Izbicy wyjeżdżającymi ale powiem od razu, że te drugie są dla mnie w kontekście opowieści Karskiego ważniejsze, bo chcę przeszukać dokładnie wszystkie źródła aby znaleźć informację o tym wrześniowym transporcie, o którym pisałem w poprzednim artykule (Transport, którego nie było – link). Bieżący artykuł będzie więc wnikliwą analizą tego co wiadomo na temat transportów, czyli przypomnimy co na ten temat mówią lokalne źródła. Pojawią się też nowe źródła w postaci pracy Roberta Kuwałka „Getta tranzytowe w dystrykcie lubelskim”, która znajduje się w szerszym opracowaniu wydanym przez IPN pod redakcją Dariusza Libionki, a zatytułowanym: „Akcja Reinhardt. Zagłada Żydów w Generalnym Gubernatorstwie”; wspomnienia T. Blatta zawarte w książkach: „Z popiołów Sobiboru. Historia przetrwania” i „Ucieczka z Sobiboru” (informacje w artykule pochodzą z tej pierwszej, natomiast ta druga zawiera w sobie w zasadzie tę samą treść, tyle, że była tłumaczona przez innego tłumacza – tak więc nie jest w 100% identyczna) oraz wspomnienia T. Blatta, M. Franka i M. Garfinkiela zawarte w zbiorze „Życie i zagłada Żydów polskich 1939-1945. Relacje świadków”.

Może zaczniemy od zacytowania wspomnianej pracy Kuwałka:

„Miejscowości wybrane przez sztab „akcji Reinhardt” na getta tranzytowe nie były przypadkowe. Jak już wspomniano, wszystkie były położone przy liniach kolejowych, prowadzących do obozów zagłady, w pierwszej kolejności do obozu zagłady w Bełżcu. Poza tym w miasteczkach tych już wcześniej, jeszcze przed rozpoczęciem „akcji Reinhardt”, tworzono punkty zbiorcze dla Żydów przesiedlanych w obrębie dystryktu lubelskiego lub przywożonych tutaj z innych części okupowanych ziem polskich. Istniała więc pewna praktyka w organizacji tego typu miejsc.” (s. 139)

Dalej Robert Kuwałek pisze, że „Getta te przeznaczone były przede wszystkim dla Żydów deportowanych do dystryktu z zagranicy, przeważnie z Rzeszy (w tym również z Austrii), Protektoratu Czech i Moraw (Theresienstadt) oraz ze Słowacji. Jednak już latem i jesienią 1942 r. przywożono tu również Żydów polskich, z okolic tych miejscowości.” (str. 138)

Chcąc dokładnie zbadać ten temat trzeba przyjąć, że jeśli chodzi o transporty przychodzące, to można wyróżnić jakby 3 fazy funkcjonowania:

1 faza – przywożenie Żydów z terenu okupowanej Polski – jak czytamy w pracy Kuwałka: „Poza tym w miasteczkach tych już wcześniej, jeszcze przed rozpoczęciem „akcji Reinhardt”, tworzono punkty zbiorcze dla Żydów przesiedlanych w obrębie dystryktu lubelskiego lub przywożonych tutaj z innych części okupowanych ziem polskich.” (s. 139);

2 faza – przywożenie Żydów z zagranicy;

3 faza – przywożenie, a raczej spędzanie Żydów z okolic Izbicy – „Jednak już latem i jesienią 1942 r. przywożono tu również Żydów polskich, z okolic tych miejscowości” (Kuwałek s. 138)

Natomiast jeśli chodzi o wywożenie Żydów, to można wyszczególnić 4 „fale” deportacji:
1 – wiosna 1942
2 – czerwiec 1942
3 – październik i listopad 1942
4 – likwidacja „getta wtórnego” do kwietnia 1943 r.

Zajmijmy się fazą pierwszą.

Przed wojną w 1939 roku Żydzi stanowili ponad 90% (Kuwałek podaje 92%, a Blatt 95%) mieszkańców Izbicy i źródła podają, że było ich ponad 3,6 lub 4 tysiące, lub jak chce J. Niedźwiedź – 5098 Żydów. Wiadomo, że już w 1941 r. przywieziono tu Żydów z terenu okupowanej Polski. Inskrypcja umieszczona na płycie pamiątkowej na kirkucie w Izbicy głosi: „W grudniu 1939 r. okupanci przywieźli do miasta 2500 Żydów z Łodzi i Koła”.

Blatt pisze: „11 grudnia 1939 roku do Izbicy przybyło ponad tysiąc Żydów wysiedlonych z Koła.” (Z popiołów Sobiboru s. 33)

Później przybył drugi transport. Blatt pisze: „10 marca przyjechały transporty z Koła, Konina i Rzgowa.” (s. 34). Z tekstu nie wynika jednak jasno, czy był to marzec 1940 czy 1941 roku.

W tej kwestii pomocny jest też Robert Kuwałek, który pisze tak: „Do Izbicy od 1939 r. napływały transporty lub grupy Żydów wysiedlanych początkowo z ziem polskich, włączonych na początku okupacji nazistowskiej do Rzeszy, głównie z Kraju Warty. W 1941 r. skierowano tutaj znaczną grupę Żydów wysiedlonych z Lublina, po tym jak wiosną tego roku administracja niemiecka ogłosiła utworzenie w Lublinie odrębnej dzielnicy żydowskiej. Jak podają źródła, w 1941 r. w Izbicy mieszkało około 6700 Żydów, w tym około 2 tys. przesiedlonych z ziem włączonych do Rzeszy (Łódź, Koło, Konin, Główno) oraz różnych miejscowości dystryktu lubelskiego (Lublin, Krasnystaw).” (Kuwałek s. 140)

Z przypisu dowiadujemy się, że stan liczebny izbickich Żydów pochodzi z raportu o stanie Izbicy z 16 VIII 1941 r.

Tak więc mamy jakiś punkt zaczepienia – 16 sierpień 1941 – w Izbicy przebywa 6700 Żydów.

Podkreślam to, bo dalej wszystko się gmatwa, wspomnienia nie są zbieżne w 100%, tak więc jest to prawdopodobnie ostatnia pewna liczba w całej tej historii.

Wiadomo też, że w 1941 roku miały miejsce łapanki, które kończyły się wywożeniem ludzi do obozów pracy. Pisze o tym Blatt: „Tego dnia Niemcy już od samego rana urządzali łapankę na Żydów, których wywożono potem do obozów pracy.” (Z popiołów Sobiboru s. 40) Opisana łapanka miała miejsce w 1941 roku, ale o łapankach do obozów możemy przeczytać w tej samej książce już wcześniej. Dowiadujemy się tam, że początkowo Żydzi zgłaszali się do pracy dobrowolnie. Jak pisze Blatt: „Na początku robotnicy ruszali do pracy rano, a wieczorem wracali do domów. Później Niemcy zamknęli obóz i robotnikom nie wolno było go opuszczać.” (s.34) Później z obozów zaczęły przenikać wieści o nieludzkim traktowaniu i Żydzi przestali zgłaszać się do pracy. Wtedy – jak pisze Blatt – „starszyzna żydowska otrzymała polecenie niezwłocznego dostarczenia nowych robotników. Chociaż oficjalnie nie istniało coś takiego jak podział na biednych i bogatych, to właśnie biedni trafiali do obozu. Jeżeli polecenie pójścia do pracy trafiało na bogatego Żyda, to był on w stanie kupić sobie zastępcę, który – jakżeby inaczej – wywodził się z wygłodniałych biedaków.
Liczba obozów pracy systematycznie rosła, a warunki w nich panujące stale się pogarszały. W końcu, z powodu straszliwego traktowania robotników w obozie, nawet najbiedniejsi i żyjący w najtrudniejszych warunkach odmawiali pójścia do obozu pracy. Kupienie sobie zastępcy stało się już niemożliwe i starszyzna żydowska nie była już w stanie dostarczyć Niemcom wymaganej liczby robotników.
Rozpoczęły się łapanki uliczne. 14 sierpnia 1940 roku Niemcy przeprowadzili jedną z pierwszych łapanek. Ofiary wysłano do Bełżca, który w tym czasie był jeszcze obozem pracy. Każdy starał się ukryć. Łapanki nasilały się. W biały dzień przyjeżdżały do Izbicy ciężarówki wypełnione Niemcami i umundurowanymi na czarno Ukraińcami. Złapanych na ulicach Żydów godzinami przetrzymywano na rynku. Kto miał pieniądze, mógł się wykupić. Nieszczęśników, którzy stali na rynku jak na średniowiecznym targu niewolników, mogła również wykupić rodzina. Pozostałych wywożono do obozów.” (Z popiołów Sobiboru s. 34)

Myślę, ze o tym wywożeniu do obozów pracy mówi też Adamczyk i Rutkowska. Podejrzewam, że używane przez nich określenia, że Żydów wywieziono wtedy do „obozów zagłady” wynikają z nieznajomości faktu, że zarówno Bełżec jak i Sobibór początkowo były obozami pracy. Ironią losu było na pewno to, że ta „praca” polegała na budowaniu obozu śmierci.

Ryszard Adamczyk pisze tak: „Rok 1942 był początkiem zagłady Żydów z Izbicy.” (s.114). I dalej: „Na przedwiośniu, wczesnym rankiem, tuż przed świtem usłyszeliśmy strzały karabinowe.” (s. 115) i później opisuje jak uzbrojeni w karabiny Ukraińcy kierowani przez SS i żandarmów niemieckich „wyprowadzali Żydów z mieszkań i gromadzili na łące kolejowej w Izbicy.” Po południu załadowano ich do wagonów towarowych i wywieziono w stronę Zawady. Tych, którzy zostali zastrzeleni podczas akcji wywieziono na kirkut. Dalej Adamczyk pisze tak: „Wkrótce akcja wywózki Żydów powtórzyła się, sposób, w jaki tego dokonywano był taki sam jak poprzednio i to ponawiało się co jakiś niedługi okres czasu. […]
Po tych akcjach w Izbicy pozostało już o wiele mniej ludności żydowskiej. Cała biedota wywieziona została, jak już było wiadome, na zagładę do obozu w Bełżcu. Wysyłki do Bełżca uniknęli na ogół tylko Żydzi bogatsi, którzy mieli dobre kryjówki albo wykupili się u swoich oprawców.
W połowie miesiąca marca 1942 r. do Izbicy niespodziewanie nadszedł transport Żydów z Czech.”

Wersję tę potwierdza też Rutkowska w Kronice Izbicy:
„Jeszcze w marcu 1942 r. znaczna część Żydów w Izbicy, których gestapo mordowało zostali wywiezieni do obozów zagłady w Bełżcu i Sobiborze, którymi zajmowali się F. Stangl.
W kilka dni później na stacji kolejowej w Izbicy zatrzymały się pociągi z Żydami z Niemiec, Austrii, Czechosłowacji i Holandii, których deportowali tu pod osobistym nadzorem „zwiadowcy śmierci” Adolfa Eichmana. Duża liczba tych Żydów to była inteligencja wysoko kwalifikowana i fachowcy […].” (s. 28)

Tak jak pisałem przypuszczam, że te deportacje poprzedzające napływ Żydów z zagranicy, to był dalszy ciąg łapanek do obozów pracy, które później dopiero stały się obozami śmierci. Logiczne jest, że Niemcy do budowy zarówno Bełżca jak i Sobiboru użyli darmowej żydowskiej siły roboczej i że po ukończeniu budowy budujący je Żydzi stali się pierwszymi ofiarami tych miejsc. Jeśli jednak moje przypuszczenia nie są słuszne, to należałoby założyć, że istnieją dwie wersje, z których jedna mówi, że Żydów lokalnych wywieziono przed a druga że po przybyciu Żydów Czeskich.

Taką możliwość zdaje się promować autor przedmowy do książki T. Blatta – prof. Christopher R. Browning, co jest o tyle dziwne, że stoi w sprzeczności do wersji przedstawianej przez T. Blatta. Browning pisze bowiem tak: „24 marca około 2.000 Żydów, prawie połowa ludności, została deportowana z Izbicy do Bełżca. 8 kwietnia przeprowadzono drugą akcję deportacyjną. Wyludnione miasteczko zostało niemalże natychmiast uzupełnione deportowanymi z zachodu Żydami, trzema pociągami z Niemiec i trzema z Czechosłowacji.”(Z popiołów Sobiboru s. 15)

Według Kuwałka wypadki potoczyły się następująco:

„W marcu 1942 r. szef sztabu ‘akcji Reinhardt’ SS-Hauptsturmführer Hermann Höfle osobiście wizytował przynajmniej Izbicę, by na miejscu sprawdzić panujące tam warunki, i to on zadecydował o skierowaniu tu transportów z zagranicy, pomimo protestów niemieckiego starosty powiatowego w Krasnymstawie, który twierdził, że Izbica jest przeludniona. By uspokoić starostę Schmidta, Höfle obiecał mu, że powiat krasnystawski jako pierwszy ‘zostanie uwolniony od Żydów’. Podobnie było z innymi miejscowościami, z których sztab ‘akcji Reinhardt’ planował najpierw wysiedlić Żydów polskich, by zrobić miejsce dla zagranicznych. Zgodnie z planami SS zamierzało deportować wszystkich Żydów polskich z tych miasteczek i dopiero wtedy przywozić tu transporty z zagranicy. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana i z żadnej miejscowości w marcu czy kwietniu 1942r. Nie udało się wywieźć wszystkich Żydów.”

T. Blatt pisze, że pierwszy transport z zagranicznymi Żydami przybył 13 marca 1942 r., a Żydów było około 1 tysiąca. Kilka dni później przybył z Niemiec kolejny transport – tym razem byli to ludzie z „Aachen, Nurenbergu, Breslau, Frankfurtu a pierwsza duża wywózka miała miejsce 24 marca. Blatt podaje liczbę wywiezionych, pisze bowiem: „Akcja w zasadzie była już zakończona, ale na rynku wciąż stało blisko 2.000 Żydów pod strażą hitlerowców. Nie przyjechały jeszcze wagony bydlęce, które miały zabrać Żydów, rzekomo do pracy na wschodzie.” (Z popiołów Sobiboru s. 43)

Tę wersję potwierdza Rafał Smorczewski, który pisze: „Wiosną 1942 roku do Izbicy zaczęły nadchodzić transporty Żydów z Niemiec i Austrii, ludność miasteczka podwoiła się, a warunki życia stały się koszmarne: brakowało żywności, panował głód.” (Wojenny pomost s.76)

O podwojeniu się ludności Izbicy pisze również Stanisław Stafijowski, który jednak – prawdopodobnie – mylnie identyfikuje transport przybyły jesienią 1941 roku. Pisze bowiem tak: „W roku 1941 jesienią zaczęły przyjeżdżać do Izbicy duże transporty z ludnością pochodzenia żydowskiego. Pierwszy pociąg osobowy przybył z Czechosłowacji, a następnie w kilku tygodniach przybyło jeszcze 3 pociągi, w tym jeden długi pociąg osobowy z Niemiec. Te cztery wielkie transporty były przepełnione ludźmi i bagażem. […] Ludność żydowska, po przepędzeniu jej ze stacji do Izbicy, została rozlokowana na siłę po mieszkaniach żydowskich tak, że nawet po cztery rodziny lokowano do jednego mieszkania. W tym maleńkim miasteczku o powierzchni jednego kwadratowego kilometra mieszkało izbickich żydów około 4 tysiące, a przybyło w transportach też około cztery tysiące. Można sobie wyobrazić, jakie warunki bytowe i sanitarne miała owa ludność. Wybierali chorych, niesprawnych fizycznie, otyłych i bogatych w biżuterię segregując w pierwszych dniach pobytu Żydów w Izbicy – niemieccy oprawcy. Ładowali w wagony towarowe i wywozili do Bełżca. Tam w młodym liściastym lesie zabijali Żydów i rzucali do masowych grobów. Część ludności żydowskiej wywozili na Majdanek k/Lublina, do Trawnik i do Sobiboru k/Włodawy, do obozów koncentracyjnych.
Po pewnym czasie, gdy skończyły się egzekucje w Bełżcu, resztę Żydów wywożono na Majdanek. Kobiety nago, bez żadnego nakrycia, wyskakiwały na łąki z wagonów, jadąc transportem w strone Lublina.
Łapano je i na miejscu zabijano. Dla pozostałej ludności w Izbicy zakładano tak zwane ‚Judenraty'[…]”

Stafijowski prawdopodobnie mylnie identyfikuje pociąg z 1941 roku jako pociąg z Czechosłowacji – był to najpewniej znany nam transport z Koła i Łodzi. Myli się też w kwestii ilości Żydów w Izbicy, bo jak wiemy – od sierpnia 1941 było ich 6700 a nie 4 tysiące. Chyba, że zanim przyszły transporty zagraniczne faktycznie wywieziono 2 tysiące Żydów i w Izbicy było ich trochę ponad 4 tysiące. Tego nie wiemy. Dokonuje też w swoim opisie wielu uproszczeń, ale jak wkrótce się przekonamy jest tu też wiele rzeczy, które potwierdzają inne źródła. Z tego też powodu trudno mi uznać wersję Stafijowskiego za niewiarygodną i odrzucić.

Browning we wspomnianej przedmowie do książki Blatta pisze bowiem: „W połowie kwietnia ograniczone możliwości uśmiercania, jakimi dysponował obóz w Bełżcu, okazały się zdecydowanie za małe w stosunku do hitlerowskich potrzeb. […] Franz Stangl, przyszły komendant Sobiboru, a później Treblinki, wspominał makabryczną scenę, której był świadkiem w czasie wizyty w Bełżcu, w kwietniu 1942 roku. ‘Mężczyzna, z którym rozmawiałem powiedział, że jeden z dołów jest przepełniony. Włożyli do niego za dużo ciał, które za szybko się rozkładały, a zebrana na dole ciecz wypchnęła na górę ciała, które się stoczyły ze wzgórza w dół. Widziałem kilka z nich. O Boże, to było straszne.’ Wobec takiej sytuacji w połowie kwietnia wstrzymano deportacje do Bełżca […].”

Czyli Stafijowski nie myli się gdy pisze: „Po pewnym czasie, gdy skończyły się egzekucje w Bełżcu, resztę Żydów wywożono na Majdanek.”

Kuwałek podaje, że w marcu 1942 r. do Izbicy przybyły dwa transporty. Pisze tak: „Do Izbicy pierwszy transport z Theresienstadt, liczący 1000 osób, przybył 11 marca 1942 r; dwa dni później dotarło tu 1003 Żydów z Niemiec.” (s. 142). Historyk ten w swojej pracy prezentuje dosyć wyczerpującą tabelkę z wyszczególnieniem dat i miejsc pochodzenia zagranicznych deportowanych i ich docelowych stacji. Podaje też czy transport przeszedł selekcję w Lublinie. Poniżej znajduje się reprodukcja tego zestawienia.

 

 

Powstaje jednak pytanie, czy w obliczu informacji o zawieszeniu funkcjonowania obozu w Bełżcu można na tej tabelce zbytnio polegać. Stafijowski pisze przecież, że „Po pewnym czasie, gdy skończyły się egzekucje w Bełżcu, resztę Żydów wywożono na Majdanek.” Można pokusić się o wniosek, że od pewnego momentu transporty, które miały trafić do Izbicy trafiały do Lublina i stamtąd na Majdanek, lub do Sobiboru.

Ostateczna liczba dużych transportów z Żydami z zagranicy, które trafiły do Izbicy jest chyba nieznana. Wiadomo, że było ich przynajmniej dwa. Niektórzy mówią o trzech lub czterech. Browning podaje, że było ich sześć. W przypadku gdyby to miał on rację, to posiłkując się tabelką Kuwałka, można by przyjąć, że do Izbicy trafiły transporty z 11 marca (1001 osób), 13 marca (1003 osoby), 19 marca (800-1000 osób), 25 marca (955 osób), 27 marca (1008 osób, z czego część trafiła do Kraśniczyna) i 9 kwietnia (998 osób).

Biorąc pod uwagę, że już w połowie kwietnia wstrzymano deportacje do Bełżca, podejrzewam że poczynając od transportu z 22 kwietnia nie trafiały one już do Izbicy bo po przyjęciu tylu transportów była ona tak przeludniona, że Żydzi musieliby już chyba spać na ulicach.

Trzeba mieć na uwadze przede wszystkim to, że w procesie eliminacji Żydów Izbica działała niejako jako „przybudówka Bełżca” (określenie z książki Tajne Państwo), czyli mielibyśmy do czynienia z sytuacja gdy transporty z Żydami nieustannie by napływały, ale nikt nie byłby stąd wywożony. Podejrzewam więc, że poczynając od transportu z 22 kwietnia Żydów wywożono raczej do Lublina lub w okolice Lublina, bo stamtąd było o wiele łatwiej przewieźć ich do obozu zagłady w Sobiborze, który został uruchomiony na początku maja 1942 r.w pobliże Sobiboru. Na pewno w takiej sytuacji było ich lepiej ulokować w Lublinie, Piaskach czy nawet Rejowcu. Z Izbicy do Sobiboru jest bowiem ponad 90 kilometrów.

Tutaj pozwolę sobie na małą dygresję, dzięki której powrócimy na moment do naszego głównego bohatera, czyli Jana Karskiego. Otóż w książce Piaseckiego w rozdziale o Izbicy znajduje się fragment, który był dla mnie zdumiewający i aż do tego momentu nie rozumiałem jego prawdopodobnego znaczenia. Waldemar Piasecki pisze bowiem tak: „Sama Izbica leżała dwanaście kilometrów od Krasnegostawu, niespełna pięćdziesiąt od Bełżca oraz mniej więcej tyle samo od innego obozu natychmiastowej zagłady w Sobiborze.” (Waldemar Piasecki Jan Karski. Jedno życie tom II Inferno, s. 744). W rzeczywistości każdy z was może sobie sprawdzić jakie odległości dzielą Izbicę od Bełżca i od Sobiboru, ale tym bardziej leniwym podaję co wyskakuje w google: Izbica – Bełżec – ponad 60 km, Izbica – Sobibór – ponad 90 km. Zastanawiałem się długo dlaczego Piasecki tak napisał, no i teraz się już domyślam. Podejrzewam, że cel był taki: jeśli z Izbicy do Bełżca jest tyle samo co do Sobiboru, to logiczne jest, że wszystkie transporty z tabelki Kuwałka mogły równie dobrze trafić do Izbicy i wtedy jakoś znajdzie się te 4 tysiące Żydów na – prawdopodobnie – urojony transport, którego świadkiem był Karski. Tymczasem prawda jest taka, że z Izbicy do Sobiboru jest mniej więcej tyle samo co z Lublina do Sobiboru, w związku z czym logiczne wydaje się, że transporty kierowane pierwotnie do Izbicy po 15 kwietnia trafiły raczej do Lublina lub okolicznych miejscowości, a stamtąd po dwóch tygodniach trafiły do Sobiboru.
Powstaje pytanie czy Piasecki celowo podał nieprawdę aby uprawdopodobnić historyczne matactwo, czy też jest to zwykły błąd. Ale jeśli jest to zwykły błąd, to kto nam zaręczy, że takich „zwykłych błędów” nie ma tam więcej.
Ale to są tylko – podkreślam raz jeszcze – moje podejrzenia.
Koniec dygresji.

Jak widać tabelka Kuwałka jest dosyć długa i wiadomo, że pod koniec maja19 42 r. obóz w Bełżcu został reaktywowany, ale jak pisze Browning przyjmował „przeważnie deportowanych z okolic Lwowa i Krakowa, okręg lubelski został wyłączony z Bełżca.” (Z popiołów Sobiboru s. 15)

Żeby zagmatwać jeszcze bardziej powiem, że przy wielu transportach jest adnotacja, że przeszły selekcję w Lublinie. Kto nas jednak zapewni, że takiej selekcji nie przeszły wszystkie transporty, albo że selekcja skończyła się na tym, że w Lublinie kazano wysiąść wszystkim? Skąd wiadomo, że Niemcy nie posłużyli się którymś ze swoich podstępów i że jakiś majowy transport który oficjalnie miał iść do Izbicy nie został od razu skierowany do nowo utworzonego obozu w Sobiborze?

Przerwa techniczna

 

 

Udostępnij