Bajka o Karskim w Izbicy. Wstęp

Jan Karski opowiada swoją fikcję.

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami…
O nie! Nie tak dawno i nie tak daleko – bo w grudniu 2017 roku postawiono nam tu w Izbicy monument z napisem, który głosi, że w Izbicy było „getto-obóz tranzytowy”. Niby nic wielkiego. Każdy przecież w wie, że Izbicę przed wojną zamieszkiwało wielu Żydów. Każdy też wie, że był to swego rodzaju obóz przejściowy, w którym władzę sprawowały żydowskie Judenraty, które w sposób służalczy kolaborowały z niemieckim okupantem.
Przyznaję się bez bicia, że mało wtedy obchodził mnie Karski i nie czytałem ani Tajnego państwa ani najświeższej biografii Karskiego autorstwa Waldemara Piaseckiego. O samym „fakcie” że Karski był w Izbicy dowiedziałem się z facebook’owej grupy Gmina Izbica w obiektywie. Ktoś kiedyś umieścił tam wpis mówiący o tym, że Jan Karski był w Izbicy. Wpis zilustrowany był obrazkiem z jakiegoś komiksu. Trochę mnie to zaciekawiło, ale nie na tyle, żeby zgłębiać sprawę.
Dopiero jak zapoznałem się z opisem „Bełżca/Izbicy” zawartym w Tajnym państwie coś się we mnie ruszyło. Pomyślałem wtedy: „Przecież to ewidentne kłamstwo”. Później doszła do mnie informacja, że Karski pod koniec życia wycofał się z tej części swojej opowieści i że coś tam „sprostował”, że przyznał się, że kazano mu „podkolorować” itd. Ale prawda jest taka, że napluto nam w gębę i ktoś powinien za to przeprosić.

O co chodzi?

Trzeba pamiętać, że na Zachodzie najbardziej znaną książką o Karskim jest książka Karskiego Tajne państwo. Była wydana w 1944 roku, tak więc od 74 lat całe pokolenia ludzi są „programowane” zawartą w niej wizją. I jak dokonuje się „korekty”, że Karski nie był w Bełżcu, tylko w Izbicy, to obóz śmierci opisany w książce Tajne państwo w mózgach MILIONÓW czytelników na świecie zmienia tylko miejsce na mapie i „ląduje” w Izbicy. I to jest świństwo jakie robi się tutejszej społeczności. Bo Izbica była owszem etapem w drodze Żydów do obozów śmierci, ale tutaj sytuację kontrolowały Judenraty kolaborujące z Niemcami. Tego już ludziom na Zachodzie się nie tłumaczy, a jeśli się tłumaczy to za mało. Bo powiedzmy sobie szczerze – jaką szansę na odkłamanie obrazu „Izbicy” z Tajnego państwa ma książka „Jan Karski. Jedno życie”, czyli fabularyzowana biografia autorstwa Waldemara Piaseckiego wydana w Polsce w 2017 roku (i nie wiem czy w ogóle wydana Zachodzie)? Jaką szansę ma skoro Karski długo po wojnie podtrzymywał wersję z Tajnego państwa i nic nie prostował?
Zrozumiałe więc jest, że większość ludzi i tak tylko zmienia nazwę Bełżec na Izbica i przenosi tamto miejsce do Izbicy. I to jest zniewaga. Dowodem są chociażby filmy z YouTube. Na przykład na jednym filmie, który jakiś E. Thomas Wood opublikował w 2014 roku, widać jak Jan Karski nawet w podeszłym wieku dalej opowiada historię jak to do Bełżca jechał furmanką z Lublina, ale podpis pod filmikiem głosi Jan Karski: Visiting the Izbica camp. I to jest zniesławienie.

Przypominam że Karski miejsce, w którym niby to był, opisuje w swojej książce w ten sposób:

Na trzeci dzień po mojej powtórnej wyprawie do getta warszawskiego przywódca Bundu znów zorganizował spotkanie. […].
– Jesteśmy wdzięczni za pana wizyty w getcie. Ten „egzamin” udał się bardzo dobrze. Chcemy teraz zaproponować coś bardziej niebezpiecznego, ale dla nas posiadającego ogromne znaczenie. Chcemy pana wprowadzić do obozu w Bełżcu. Mamy już gotowy plan. To powinno się udać. Czy się pan zgadza? […]
Do obozu miałem się dostać przebrany w mundur strażnika ukraińskiej formacji pomocniczej SS. Ukraińcy, podobnie jak Łotysze i Estończycy, byli wykorzystywani jako strażnicy w obozach niemieckich. Przez cały czas miał mi towarzyszyć inny strażnik ukraiński. To on miał dostarczyć mundur i dokumenty kolegi, który akurat tego dnia będzie miał wolne. Wszystkie te „przysługi” zostały sowicie opłacone. Jak zapewniał mnie bundowiec, cała operacja została starannie przygotowana i nie grozi mi niebezpieczeństwo.[…] Zgodziłem się.
Wyznaczonego dnia spotkałem w okolicy Dworca Głównego w Warszawie przewodnika, który miał mnie eskortować. […] Pociągiem dojechaliśmy do Lublina. Tam czekała na nas furmanka. […] Dotarliśmy do miasteczka dobrze po południu. Mój przewodnik odprawił furmana i sami poszliśmy pieszo do niewielkiego sklepu żelaznego. […] Po godzinie w sklepiku zjawił się strażnik, który miał mnie zabrać do obozu.[…] Obóz leżał w odległości około dwóch kilometrów od sklepiku. […]
Uderzyła nas fala fetoru. Dochodziliśmy. […] Przed nami wyłoniła się brama.
Obóz, jak się zorientowałem, obejmował teren około półtora kilometra kwadratowego płaskiego terenu. Otoczony był solidnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, rozpiętego kilkoma rzędami pomiędzy drewnianymi słupami. Ogrodzenie miało ponad dwa i pół metra wysokości. Po zewnętrznej stronie przechadzały się patrole w odstępach około pięćdziesięciometrowych. Po stronie wewnętrznej strażnicy z bronią stali co jakieś piętnaście metrów.Za drutami stało kilkanaście baraków. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniał gęsty, falujący tłum. Więźniowie tłoczyli się, przekrzykiwali. Z kolei strażnicy starali się utrzymywać ich we względnym porządku. […]
Po lewej stronie od bramy […] był tor kolejowy, a właściwie rodzaj rampy. Prowadził od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku stał pociąg złożony z około trzydziestu wagonów towarowych. Były brudne i zakurzone. […]
Tłum pulsował jakimś obłędnym rytmem. Wrzeszczeli, machali rękami, kłócili się i przeklinali. Zapewne wiedzieli, że niedługo odjadą w nieznane, a strach, głód i pragnienie potęgowały uczucie niepewności i zwierzęcego zagrożenia. Ludzie ci zostali wcześniej ograbieni z całego skromnego dobytku, jaki im pozwolono zabrać ze sobą w tę podróż. Było to pięć kilogramów bagażu. […]
Pobyt w obozie nie trwał długo. Zazwyczaj nie dłużej niż cztery dni. Potem pakowano ich w wagony na śmierć. Podczas pobytu w obozie prawie nie otrzymywali jedzenia. Zdani byli na własne zapasy.
Baraki obozowe mogły pomieścić mniej więcej połowę więźniów. Drugie tyle pozostawało na dworze. Powietrze wypełniał odór ludzkich odchodów, potu, brudu i zgnilizny.[…]
J. KARSKI, TAJNE PAŃSTWO, WARSZAWA 2004, S. 258-259.
źródło cytatu: http://karski.muzhp.pl/misja_oboz.html

Mieszkańcu Izbicy, czy nie jesteś oburzony, że w rzeczywistości wepchnięto nam do Izbicy obóz śmierci, czyli – w uproszczeniu – coś w rodzaju małego obozu koncentracyjnego?
Jeśli znasz rzeczywisty obraz „getta” w Izbicy (Judenrat Izbica), to czy nie wydaje ci się, że jest to sprytna manipulacja historią, poprzez którą ktoś stara się wymazać pamięć o rzeczywistych kolaborantach i próbuje przekazać na świat obraz Polaków, którzy biernie przyglądali się na obóz śmierci opisany przez Karskiego w Tajnym państwie? Sprawa jest tym bardziej przykra, że niektórzy ludzie – niepomni na to że Karski w ostatnich latach życia zmienił całkowicie obraz Izbicy – dalej próbują umiejscowić na terenie Izbicy fikcyjny obóz z Tajnego państwa. Przeszukując sieć znalazłem trzy lokalizacje tego fikcyjnego obozu. Są to:
1 – łąki przy stacji kolejowej,
2 – plac na którym mieści się remiza (dawne kino Muza),
3 – rynek w centrum Izbicy (dawne targowisko) czyli obecny skwer.

Niniejszy tekst jest więc rodzajem wstępu i ma zachęcać do zapoznania się z dwoma następnymi artykułami, które już wkrótce tutaj zamieszczę.

W pierwszym odniosę się do książki Karskiego Tajne Państwo. Wiem – jest to w pewnym sensie bezsensowne, bo przecież sam Karski wycofał się (podobno) ze swojej wersji i książka „Jan Karski. Jedno życie” przedstawia obraz Izbicy ZBLIŻONY do rzeczywistego – czyli takiego, który znamy z wiarygodnych źródeł opisujących Izbicę tamtych czasów. Czyli opisujących miejscowość przez naocznych świadków.
Mam więc zamiar przedstawić punkt po punkcie argumenty obalające jakiekolwiek twierdzenia, że obóz opisany w „Tajnym państwie” mieścił się w Izbicy. Uważam też, że wszelkie próby zestawiania FIKCYJNEGO obrazu „Bełżca” z Tajnego państwa z REALNĄ Izbicą powinny być ścigane ze względu na zniesławienie. Zniesławienie miasta, którym w tym czasie była Izbica. I zniesławienie naszych przodków, którym imputuje się, że codziennie przyglądali się na cierpienia tysięcy Żydów i nie robili nic aby im pomóc, co skutkuje później takimi komentarzami jak w nagraniu dostępnym na stronie Radio Lublin, gdzie słyszymy: „To trochę zabawne bo jest jeden wielki monument poświęcony Polakowi, który dał świadectwo o obozach koncentracyjnych, ale zadaję sobie pytanie dlaczego nie ma tu większego pomnika poświęconego Polakom, którzy wiedzieli o obozach i milczeli.
Oto efekty historycznego krętactwa i zniesławienia – Żyd pluje na groby naszych przodków. Żyd pluje na Polaków.

W moim uznaniu takie akcje to manipulacja historią, ocierająca się o historyczne matactwo.

W drugim artykule omówię zmienioną wersję opowieści Karskiego zawartą w książce Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie, Tom II Inferno”. Skupię się oczywiście na fragmentach dotyczących podobno Izbicy i zestawię je ze źródłami lokalnymi. Zobaczymy, czy historię opowiedzianą w książce da się pogodzić z pozostałą literaturą opisującą tamte dni. Tekst będzie więc miał charakter historycznych dociekań.

 

 

Udostępnij