Bajka o Karskim w Izbicy. Zniesławione miasto

Zniesławione miasto

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.
Joseph Goebbels

 

Artykuł ten zgodnie z zapowiedzią będzie krytyczną analizą wyprawy do Bełżca/Izbicy, którą Karski opisał w Tajnym Państwie.

Pewnie niektórzy z was zastanawiają się dlaczego napisałem „Bełżca/Izbicy”. Ano dlatego, że w oryginale Tajnego Państwa Karski mówi ciągle o wizycie w Bełżcu, natomiast HIPOTEZA, że był w Izbicy została stworzona w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przez dwóch historyków z UMCS. Od tej pory mówiono, że Karski PRAWDOPODOBNIE był w Izbicy, no a teraz to już mówi się, że był NA PEWNO.

W przypisach do wydania Tajnego Państwa z 2014 roku czytamy: „Obóz, do którego zabrano Karskiego to Izbica Lubelska, nie Bełżec.”

Ani we wstępie, ani w przypisach nie ma jednak informacji, że prawie cały opis wyprawy do Bełżca/Izbicy jest fikcyjny. Książka Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie tom II” daje inny opis tej części misji Karskiego. Powiem tylko, że z całej wizji wyprawy do „Izbicy” ocalono opis ładowania Żydów do pociągu. Wszystko inne zmieniono, ale książką Piaseckiego zajmę się w następnym artykule. Na razie skupię się na Tajnym Państwie.

W dużym skrócie przebieg eskapady do Bełżca/Izbicy przedstawiono tam tak: Karski pojechał z Warszawy do Lublina pociągiem, a z Lublina do Bełżca/Izbicy pojechał furmanką (bocznymi drogami). W Bełżcu/Izbicy poszedł do sklepu żelaznego (lub spożywczego – w zależności od wersji) gdzie czekał na niego mundur estońskiego strażnika. Przebrał się i z jednym z Estończyków poszedł do obozu oddalonego od sklepiku o 2 i pół kilometra. Po drodze szedł przez las. Estończyk wprowadził go do obozu o powierzchni 1,5 (lub 2 lub 2,5 kilometrów kwadratowych – w zależności od wersji). Obóz ogrodzony był dwumetrowym płotem (lub 2,5 lub 4 metrowym – w zależności od wersji). Na terenie obozu było KILKANAŚCIE baraków, ale dla większości Żydów nie było już w nich miejsca, tak więc byli stłoczeni pod gołym niebem. Obóz był przy torach kolejowych. Podstawiono pociąg i zagnano Żydów do wagonów. Później ich wywieziono. Tych co się nie zmieścili zastrzelono. Karski wrócił do sklepiku i spędził tam noc, dzień następny i następną noc (bo cały czas rzygał). Dużo czasu spędził w ogrodzie, który był za sklepikiem. Na koniec Karski pisze: „Z pomocą sklepikarza zdołałem wsiąść do pociągu jadącego do Warszawy, do której dotarłem bez większych problemów.”

Hmm.

Nie dziwi mnie fakt, że Karski był przeciwny wydaniu Tajnego Państwa w Polsce, bo ilość nonsensów zawartych w samym opisie tej eskapady jest porażająca. Książkę wydano w Polsce dopiero w 1999 roku, a w 2000 roku Karski zmarł.

Nie będę rozpisywał się na temat bezsensów w opisie samej podróży, bo w mojej opinii zostały świetnie zdemaskowane przez Stanisława Michalkiewicza w tekście Gdzie był i co widział Jan Karski?

Od siebie mógłbym dodać pytanie: dlaczego z Izbicy mógł wrócić do Warszawy pociągiem, a z Warszawy do Izbicy musiał jechać z przesiadką?

Poza tym możecie zapoznać się z filmem Jan Karski: Visiting the Izbica camp , gdzie Jan Karski mówi że z Lublina jechali kilka kilometrów – konkretnie mówi „several kilometers”. Pytanie: czy several może oznaczać 66 kilometrów (a bocznymi drogami nawet 80-90km)? Przypominam, że to nagranie wykonano w 1996 roku, tak więc tłumaczenie się koniecznością konspiracji przed Niemcami nie miało już chyba sensu.
Ale to taka dygresja. Wracamy do tematu.

Wersja, że opisane miejsce to Bełżec upadła po tym, jak zwrócono Karskiemu uwagę na prosty fakt, że do Bełżca Żydów przywożono i zabijano, a nie wywożono. No i od tej pory zaczęły się poszukiwania miejsca gdzie Karski w rzeczywistości był. Ostatecznie padło na Izbicę.

Tylko, że w 1999 roku nikt pewnie nie wziął pod uwagę faktu, że żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają owo „getto” w Izbicy. W roku 2007 ukazała się książka Ryszarda Adamczyka Izbicy dni powszednie, mówiąca głównie o Izbicy w okresie drugiej wojny światowej.

Mniej więcej w tym czasie ukazały się też książki Rafała Smorczewskiego i Alicji Malczewskiej Mosek – również mówiące o historii Izbicy w tym okresie. (Z tego co wiem, to jedynymi pisanymi źródłami dostępnymi do tego czasu były: Kronika Izbicy Heleny Rutkowskiej i Kronika Tarnogóry Stanisława Stafijowskiego.)

Co ciekawe we wstępie do swojej książki Adamczyk pisze: „W ciągu ostatnich lat powstały różne opisy XX-wiecznych dziejów Izbicy i Tarnogóry. Prace te, według mnie często są wytworem wybujałej fantazji.”
Ciekawe jakie „prace” miał na myśli?

W tym miejscu wypada też zacytować wypowiedzi Adamczyka dotyczące „getta w Izbicy”. Na stronie 114, gdzie opisuje rok 1942 pisze: „Żydzi w Izbicy nie żyli w zamkniętym getcie, mogli mieszkać również w domach polskich.”
I później na str 118 gdzie opisuje Żydów – przybyszów z Austrii i Rzeszy: „Nowi osadnicy żydowscy uważali się za cudzoziemców, swój pobyt w Izbicy uważali jako przejściowy, liczyli, że w końcowej fazie zostaną osiedleni w dobrych warunkach. Wiele z tych rodzin wynajmowało mieszkania u rodzin polskich w pobliżu osady. Nie było w tym żadnego ograniczenia, ponieważ Izbica nie miała wydzielonego getta.

Jego książka jak i inne polskie źródła daje prawdziwy obraz „getta” w Izbicy.
Przede wszystkim nie pasuje tu słowo getto, bo kojarzy się z terenem oddzielonym murem lub ogrodzeniem z drutu, a czegoś takiego w Izbicy nie było.
Według mnie do opisania tego miejsca bardziej pasuje określenie „miasto tranzytowe” lub „miejscowość tranzytowa”.

Jakieś wyobrażenie na temat „getta” daje nawet skromny tekst S. Stafijowskiego:

„Ludność żydowska, po przepędzeniu jej ze stacji do Izbicy, została rozlokowana na siłę po mieszkaniach żydowskich tak, że nawet po cztery rodziny lokowano do jednego mieszkania. W tym maleńkim miasteczku o powierzchni jednego kwadratowego kilometra mieszkało izbickich Żydów około 4 tysiące, a przybyło w transportach też około cztery tysiące. Można sobie wyobrazić, jakie warunki bytowe i sanitarne miała owa ludność.”

Czego natomiast dowiadujemy się o miejscu, które opisał Karski w Tajnym Państwie? Proszę bardzo – zacytujmy:
„…Uderzyła nas fala fetoru. Dochodziliśmy. Przed nami wyłoniła się brama. Obóz, jak się zorientowałem, obejmował teren około półtora kilometra kwadratowego płaskiego terenu. Otoczony był solidnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, rozpiętego kilkoma rzędami pomiędzy drewnianymi słupami. Ogrodzenie miało ponad dwa i pół metra wysokości. Po zewnętrznej stronie przechadzały się patrole w odstępach około pięćdziesięciometrowych. Po stronie wewnętrznej strażnicy z bronią stali co jakieś piętnaście metrów. Za drutami stało kilkanaście baraków. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniał gęsty, falujący tłum. Więźniowie tłoczyli się, przekrzykiwali. Z kolei strażnicy starali się utrzymywać ich we względnym porządku. Po lewej stronie od bramy […] był tor kolejowy, a właściwie rodzaj rampy. Prowadził od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku stał pociąg złożony z około trzydziestu wagonów towarowych. Były brudne i zakurzone. […]”
J. KARSKI, TAJNE PAŃSTWO, WARSZAWA 2004, S. 258-259 (źródło cytatu)

Czemu miało służyć takie przekłamanie? A może trzeba wspomnieć o tym, że niektóre źródła podają, że Tajne Państwo powstało jako szkic do scenariusza filmowego, a jak wiadomo scenariusze filmowe nie potrzebują realnych miejsc. Mogą dziać się w wyobraźni. Czy tak było również w tym przypadku?

A może chodzi o to, że ktoś mógłby zapytać dlaczego Żydzi nie uciekali. Dlaczego nie użyli swego bogactwa do zbudowania jakiejś partyzantki, tak jak robili to Polacy. Co Hitler im obiecał i dlaczego mu uwierzyli? Na co czekali?
No ale jak damy sobie wmówić, że byli uwięzieni w ogrodzonym getcie, to te pytania się nie pojawią.

Szczerze mówiąc, to uważam, że sam sposób podania informacji jaki zastosowano na cytowanej przed chwilą stronie www zasługuje na miano ZNIESŁAWIENIA. Jak można do fikcyjnego opisu podawać informacje, że jest to opis Izbicy z czasów wojny. Poniżej zrzut z ekranu:

(obrazek do wstawienia)

Wracamy do wątku głównego.
Zapomnijmy na moment o tym, że Karski sam się wycofał z tej wizji i zagrajmy w grę wyobraźni. Wyobraźmy sobie, że to co opisał Karski w Tajnym Państwie jest prawdą. Tak jak widać miejsce, które opisuje Karski, to coś w rodzaju obozu koncentracyjnego. Problemy zaczynają się w momencie gdy chcemy ten obóz zlokalizować i tak po prostu – rzeczowo – zapytać: gdzie jest to miejsce? Proszę je wskazać na mapie Izbicy.

Dla osób znających Izbicę jasne jest, że w Izbicy nie istniały i nie istnieją warunki topograficzne opisane przez Karskiego w Tajnym Państwie. Ale to co niemożliwe dla mieszkańców, możliwe jest dla przyjezdnych, bo okazuje się, że są ludzie, którzy wspomnianą „grę wyobraźni” traktują na serio i starają się na siłę umieścić fikcyjny obóz śmierci w realnej przestrzeni Izbicy. W internecie znalazłem źródła, które podają 3 różne lokalizacje tego miejsca:

1 – na łąkach koło dawnej stacji kolejowej
przykłady zniesławienia:
IZBICA GERMANS TRANSFER CAMP 1942
JOHN KARSKI IN IZBICA 1942 SEPTEMBER

2 – na placu gdzie stoi remiza strażacka, a w której przed wojna było kino „Muza”
przykład zniesławienia:
JAN KARSKI W IZBICY 1942

3 – na skwerze w centrum Izbicy
przykład prawdopodobnego zniesławienia: Kronika Tygodnia – artykuł Przystanek przed zagładąautor Bogdan Nowak (tekst dostępny np. tutaj)

 

Mapka Izbicy z zaznaczeniem miejsc związanych z okresem II wojny światowej.
Mapka Izbicy z zaznaczeniem miejsc z okresu II wojny światowej. Źródło mapy www.openstreetmap.org

Link do alternatywnej mapy Izbicy: Google Maps – Izbica

Dwie pierwsze lokalizacje łączą się prawdopodobnie z tym, że w Izbicy jesienią 1942 roku miała miejsce wywózka kilku tysięcy Żydów i zrobiono to jednego dnia. Dlatego pozostało to w pamięci ludzi. Każdy z piszących o Izbicy pisze również o TYM transporcie.

Tego dnia rankiem oddziały ukraińskich ss-manów dowodzone przez Niemców otoczyły miasteczko i wszystkich Żydów z Izbicy zagnano na łąki koło torów. Tam załadowano ich do wagonów towarowych i wywieziono do Bełżca. Wiele osób zabito strzelając z karabinów maszynowych. Tych, którzy nie zmieścili się do wagonów, ani nie zginęli podczas załadunku zagnano do budynku dawnego kina Muza i stamtąd grupkami prowadzono na kirkut. Tam ich zabijano, a ciała zakopywano w dołach.

Tak więc jak widzicie w tej opowieści pojawiają się łąki koło stacji kolejowej oraz budynek kina Muza. Są to jednak dwa różne miejsca i żadne z nich nie mogło być obozem opisanym przez Karskiego w Tajnym Państwie. Upraszczając: gdyby Niemcy mieli obóz koło torów, to po co gnaliby Żydów z powrotem do Izbicy i zamykali w kinie?

Przede wszystkim zwracam uwagę na wspomniane warunki topograficzne, które bezlitośnie miażdżą wszelkie próby umieszczenia obozu, w którymś ze wskazanych miejsc. Na żadnym z tych miejsc nie dałoby się zrobić obozu o powierzchni 2 kilometrów kwadratowych. Żadne nie jest oddalone o 2 kilometry od sklepu żelaznego w Izbicy, ani od jakiegokolwiek sklepu w Izbicy. Poza tym pamiętajcie, że droga od sklepu do obozu miała wieść przez las. Absurd. Ale jak ktoś tu nigdy nie był, to może w to uwierzyć.

Tak więc istnieją osoby, które starają się wzbudzić sensację i biorą trochę z łąk koło torów, trochę z kina i trochę z innych miejsc i w przedziwny sposób starają się złożyć ze znalezionych kawałków cały obóz.

Wiadome jest np, że przy torach nieopodal stacji Niemcy faktycznie mieli pobudowane baraki i był to teren ogrodzony płotem. Były to magazyny, gdzie Niemcy trzymali różne potrzebne im w działaniach na froncie rzeczy. Rzeczy te przyjeżdżały pociągami i były rozładowywane przez zmuszoną do tej pracy ludność lokalną, a jak okazywało się, że te „skarby” są potrzebne gdzieś na froncie, to lokalni „niewolnicy” z powrotem załadowywali pociągi, a te w zależności od czasu jechały albo w stronę Lublina, albo w stronę Zamościa.
Celowo użyłem tutaj słowa „skarby” bo zawartość magazynów była przez Niemców niezwykle ceniona.

Informacje o tym możemy znaleźć w Kronice Izbicy autorstwa Heleny Rutkowskiej:
„Na wiosnę 1941 roku Niemcy założyli w Izbicy wielkie magazyny sprzętu wojennego, dla przygotowujących się do napadu na ZSRR dywizji Wehrmachtu. O tym jak wielką wartość przykładali Niemcy do tych magazynów, świadczy fakt, że w lecie trzydzieści myśliwców patrolowało każdego dnia nad Izbicą.”
Helena Rutkowska – Kronika Izbicy str 25

W Izbicy był też w 1942 sklep żelazny. Wiadomo też gdzie dokładnie się mieścił.

Proszę spojrzeć na mapkę poniżej.

Pochodzi ona z książki Ryszarda Adamczyka Izbicy dni powszednie. Wojna i okupacja

Na swojej mapce Adamczyk kamienicę Ałty oznaczył numerem 38. (Przy okazji po lewej stronie widać gdzie mieściło się kino Muza.) Dlaczego akurat ta kamienica? Ano dlatego, że Adamczyk pisze: „Na narożu rynku, od strony południowej, już przy szosie lubelsko-zamojskiej był pobudowany najokazalszy budynek w osadzie Izbica, nazwany od nazwiska właściciela „Ałty kamienicą”. Na parterze tej dwupiętrowej kamienicy, od strony rynku był skład apteczny. W podpiwniczeniu, od strony jezdni mieścił się sklep z materiałami metalowymi, w sklepie tym, między różnymi wyrobami, można było nabyć łyżwy, które były marzeniem wielu chłopców.”
Ryszard Adamczyk Izbicy dni powszednie. Wojna i okupacja, str 295

Proponuję wam, abyście w ramach namacalnego sprawdzania bezsensów z Tajnego Państwa, przeszli się spod dawnego „sklepu żelaznego”  na stację, lub do dawnego kina Muza – czyli obecnej remizy strażackiej, lub na skwerek. Jak ktoś zrobi mi z tego ponad dwukilometrowy spacer przez las, to dostanie nagrodę. Za fantazję oczywiście 😉 Dla ułatwienia podaję, że obecnie jest to kamienica, w której ma swój sklep spożywczy Mirosław Rucki – a więc centrum Izbicy.

Odnośnie trzeciej ze wspomnianych lokalizacji – czyli dawnego rynku w Izbicy (a obecnego skwerku) – to nawet nie będę się rozpisywał, ale sprawdźcie sobie, że taką lokalizację obozu zasugerowała Kronika Tygodnia. Cytuję: „Przybyszów – także tych z Zamościa – rozlokowywano w różnych miejscach. Niektórzy Żydzi (ci, którzy mieli pieniądze lub znajomości) przebywali w domach na terenie osady. Zdecydowana większość trafiała jednak na rynek w centrum osady, do otoczonego drutem kolczastym prymitywnego obozu dla przesiedleńców. Panowały tam fatalne warunki. Do tego miejsca trafił Jan Karski, ps. „Witold” (właściwie Jan Romuald Kozielewski), legendarny kurier i emisariusz władz Polskiego Państwa Podziemnego.”

W tym przypadku nie będę się wysilał – spytam tylko: gdzie tam tory, gdzie rampa, gdzie dwa kilometry kwadratowe, gdzie baraki, gdzie 2 kilometry od sklepu i gdzie las po drodze?
No, ale w krainie wyobraźni wszystko jest możliwe.

Zrozumiałe staje się to, że wersję Karskiego z Tajnego Państwa trzeba było zmienić i zmieniono prawie wszystko. Dociekliwych odsyłam do wspomnianej książki Waldemara Piaseckiego i na tym – na razie – kończę artykuł. Nie wykluczam jednak, że będzie on w przyszłości rozwijany. (Na pewno muszę dodać jedną mapę i może jakieś zdjęcia). Tymczasem zaczynam pracę nad artykułem, w którym omówię to, co ocalało z opisu „izbickiej wyprawy” Karskiego, czyli wizję załadunku Żydów do wagonów na stacji. Zgodnie z zapowiedzią będzie to krytyczna analiza treści zawartych w książce Waldemara Piaseckiego Jan Karski. Jedno życie. Tom II Inferno.

 

 

Udostępnij