Żołnierze wyklęci: Roman Szczur, ps. „Urszula”

Stare zdjęcie Romana Szczura, żołnierza niezłomniego z terenu Zamojszczyzny.

Dziś obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z tej okazji Instytut Pamięci Narodowej zorganizował wiele wydarzeń w całej Polsce, ale jak widać na mapce dostępnej na stronie IPN – Izbica i jej okolice zostały w tajemniczy sposób pominięte. Moje starania nie mogą się umywać do masowych imprez i jedyne co mogę zrobić to przypomnieć postać ppor. Romana Szczura, ps. „Urszula” i innych lokalnych bohaterów, którzy poświecili swe życie dla walki o wolność już po „zakończeniu” II wojny światowej.

Poniżej cytat z książki Ryszarda Adamczyka Izbicy dni powszednie. Wojna i okupacja:
„Dało się zauważyć, że NKWD różnymi sposobami chciało sobie zjednać zwolenników i agentów, ale dotychczas nie widziało się, aby w tych działaniach odnosili jakieś sukcesy. Ci, co mieli ochotę na współdziałanie, zapewne pamiętali, jaki los spotkał tych, którzy poszli na usługi poprzednich okupantów. Jeśli nawet ktoś nawiązał „przyjacielskie” stosunki z NKWD, to jedna i druga strona utrzymywała je w ścisłej tajemnicy. Najwyższym celem komunistycznej „awangardy bezpieczeństwa” było stworzyć organa bezpieczeństwa, taka polską „jankielwude” (NKWD) – żartowano. Akces do organów bezpieczeństwa często zgłaszali ludzie, którzy chcieli zatuszować swoją niechlubną działalność w okresie okupacji. Do tworzonych organów chętnie wstępowali również Ukraińcy ze wschodnich terenów Lubelszczyzny i różni ciemni ludzie, którzy chcieli zdobyć władzę w łatwo dostępny sposób. Nowa władza zaczęła dawać się we znaki, szukając zemsty za „krzywdy”, jakich doznawała w różnych okresach czasu. Następowały aresztowania i tortury.
Na takie poczynania władzy zaczęła reagować społeczność, która już w okresie okupacji była w dużej mierze zjednoczona – przede wszystkim w organizacjach AK i BCh. Organizacje konspiracyjne, działające w okresie okupacji hitlerowskiej, zostały rozwiązane, wielu dowódców zostało aresztowanych czy zesłanych do syberyjskich łagrów. W tej sytuacji prześladowani przez organa bezpieczeństwa zaczęli się grupować i tworzyć nowe oddziały konspiracyjne. Komendantem najbliższego zgrupowania konspiracyjnego został ppor. Roman Szczur, ps. „Urszula”. „Urszula” po okupacji hitlerowskiej i wkroczeniu Sowietów na nasze tereny nie ujawnił się i nie złożył broni, lecz poszedł z nią w podziemie. Do oddziału „Urszuli” weszli przeważnie dawni żołnierze AK z terenu gminy Stary Zamość jak również z terenu Izbicy. Przebywali oni na kwaterach przejściowych we wsiach gminy Stary Zamość i Izbica.”

Drugi cytat pochodzi z tekstu Tomasza Balbusa „Polski bandyta” z Zamojszczyzny:
„Od jesieni 1944 r., po nieudanej zasadzce i próbie aresztowania przez funkcjonariuszy NKWD i UB, „Urszula” ukrywał się w różnych miejscowościach powiatu zamojskiego. W grudniu 1945 r. został wyznaczony na kierownika Rejonu „Jaśmin” w Okręgu Lublin WiN. Starał się wówczas wyprowadzić podległych mu ludzi z podziemia, aby mogli „normalnie żyć”. Okazało się to jednak niemożliwe. Ci, którzy się ujawnili, albo zostali zdekonspirowani, aresztowało UB, przechodzili ciężkie śledztwa, a następnie otrzymywali wyroki wieloletniego więzienia. Innych, „polskich bandytów”, wojsko, UB i NKWD zabijały podczas akcji pacyfikacyjnych, obław lub na mocy wyroków komunistycznych sądów wojskowych. W takiej sytuacji Roman Szczur „Urszula” postanowił uwolnić swoich żołnierzy z zamojskiego więzienia UB. Wieczorem 8 maja 1946 r. przeprowadził swoją najgłośniejszą akcję zbrojną. Na czele 12 żołnierzy WiN rozbił więzienie w Zamościu uwolnił 301 (według innych źródeł 346) więźniów, w tym czterech swoich podkomendnych skazanych na karę śmierci. „Około 20.45 wyszli z więzienia na kolację: kierownik Działu Specjalnego [UB], Jan Kościk i jego brat Józef. >Urszula< i Stefan Pociecha poszli za nimi, rozbroili ich i przyprowadzili do więzienia. W tym czasie inni żołnierze WiN rozbroili wartownika pilnującego bramy więzienia od zewnątrz i kazali mu leżeć na ziemi. >Urszula< poprowadził Jana Kościka pod >judasza< i kazał mu poprosić o otwarcie bramy. Strażnik strzegący jej od wewnątrz, widząc swojego zwierzchnika, natychmiast wykonał polecenie. Pierwsza trójka natychmiast wbiegła do środka. Ich zadaniem było opanowanie dyżurki. >Urszula<, >Wózek< (Józef Rabiego) i Stefan Policha wpadli do tego pomieszczenia, a >Urszula< krzyknął, żeby wszyscy padli na ziemię. Lecz nikt nie zareagował. Strażnicy byli przekonani, że to jakiś żart. Wtedy >Józek< odepchnął >Urszulę< i puścił serię ze stena. Dwóch strażników zginęło na miejscu, a reszta wykonała polecenie. W tym czasie jeszcze dwie trójki weszły na teren więzienia […]. Strażnik Woźniak otwierał cele, a żołnierze WiN ustawiali uwolnionych więźniów w czwórki. Pozostałych dziewięciu partyzantów ubezpieczało bramę i najbliższe otoczenie więzienia. Kiedy, po opanowaniu kancelarii, >Miś< szedł do bramy, z bocznego pomieszczenia wyszedł strażnik i zaczął strzelać. >Miś< dostał kulę w plecy i zginął na miejscu. Stefan Policha został ranny w nogę. >Wózek< otworzył ogień i zlikwidował strzelającego strażnika. Podczas walki wybuchło zamieszanie. Zostali zabici jeszcze dwaj strażnicy więzienni. Po zakończeniu walki ustawionych w czwórki więźniów wyprowadzono w kierunku północno-zachodnim. Po przejściu jakiegoś kilometra kolumna rozsypała się, a uwolnieni więźniowie uciekli do pobliskich lasów”.

W odwecie za rozbicie zamojskiego więzienia 15 maja 1946 r. funkcjonariusze lubelskiego UB aresztowali matkę „Urszuli”, siostrę Emilię i Antoniego Smyla, męża młodszej siostry Karoliny (przez trzy miesiące byli więzieni w Lublinie). Jego dom znalazł się pod stałą obserwacją wywiadowców z WUBP. Odbyło się tam kilka rewizji.

20 czerwca 1946 r. „Urszula”, zagrożony aresztowaniem, zdał kierownictwo swojego Rejonu WiN i wyjechał na ziemie zachodnie. 22 marca 1947 r. ujawnił się z działalności w AK i WiN przed komisją amnestyjną działającą przy WUBP w Warszawie. Złożył wówczas również jeden rkm, dwie pepesze i amunicję. W latach 1947-1948 mieszkał w Jeleniej Górze, Lubaniu i Nowej Soli na Dolnym Śląsku, następnie osiedlił się w Strzyżewie, powiat Leszno. Utrzymywał wtedy kontakty z dawnymi podkomendnymi z zamojskiej siatki AK-WiN. Docierały do niego liczne informacje o aresztowaniach, jakie w tym czasie UB przeprowadzał na całej Zamojszczyźnie. W więzieniach znalazło się wielu jego podkomendnych z lat okupacji niemieckiej, oskarżonych o przynależność do AK. Jeszcze inni z jego ludzi, którzy musieli ukrywać się przed komunistycznymi służbami bezpieczeństwa, znaleźli się bez pracy i środków do życia. W tej sytuacji „Urszula” postanowił uderzyć raz jeszcze. 11 marca 1949 r. około godz. 20.00 w Nowej Soli razem z dwoma byłymi żołnierzami Okręgu Lubelskiego WiN, Marianem Kokociem i Józefem Źrebczukiem, oraz Józefem Olkiem i Stefanem Jankowskim, przeprowadził akcję rekwizycyjną na Bank Spółdzielczy. Zdobyte pieniądze (1 612 240 zł) miały być przeznaczone na pomoc dla ukrywających się przed UB żołnierzy AK WiN oraz na wsparcie dla rodzin aresztowanych i represjonowanych. Milicyjny meldunek funkcjonariusza MO z Nowej Soli, dotyczący tej akcji, informował UB: „[Pracownicy banku] oświadczyli nam, że podejrzanych osobników było 3. Jeden stał w korytarzu, a dwóch w środku [banku] z bronią krótką, weszli do Banku z korytarza. Opis osobników: 1-szy wzrost 180 cm, włosy ciemnoblond, w czapce sportowej, w jesionce popielatej, lat około 33, 2-gi wzrost 175, czerwony na twarzy, tęgi, w kurtce ciemnopopielatej w dobrym stanie, w butach długich, spodniach sportowych, czapce sportowej, twarz owalna. Zabrali około 1 423 000 zł”.

28 marca 1949 r. „Urszula” został aresztowany przez funkcjonariuszy UB z Leszna. Ujęto go (pod nazwiskiem Szumski) na peronie stacji kolejowej w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie czekał na pociąg. Został przewieziony do leszczyńskiego UB. Tam rewizję osobistą przeprowadzili ref. Henryk Fedorowicz i ref. Konstanty Tembłowski. Skonfiskowali mu 6288 zł, „portwel skurzany zdokumentami” [oryginalna pisownia z protokołu], rękawiczki, zegarek, książeczkę do nabożeństwa, dwa mydełka, talię kart, lusterko, grzebień, maszynkę i bibułki do papierosów, blaszane pudełko do machorki, tabakę w liściach, dwie cygarniczki, przybory do golenia i medalik. Na czas śledztwa przetransportowano go do UB w dolnośląskim Kożuchowie koło Nowej Soli. Oskarżono go o przechowywanie broni, amunicji i udział w pospolitym „napadzie rabunkowym”. Był przesłuchiwany przez śledczego sierż. Józefa Bilskiego, który 1 lipca sporządził akt oskarżenia. W materiałach śledztwa czytamy: „Jak wynika z jego wyjaśnień [tj. „Urszuli”], pieniądze miał użyć na pomoc dla pozostających w więzieniu członków nielegalnej organizacji WiN”. „Urszula” (pod nazwiskiem Szumski) został postawiony przed sądem w trybie doraźnym.

Oskarżał go por. Eugeniusz Turkiewicz, żądając kary śmierci. Podczas procesu Turkiewicz z żołnierza Polski Podziemnej zrobił zwykłego bandytę i kryminalistę, który obrabował bank. 21 września 1949 r. po procesie pokazowym przeznaczonym dla lokalnego społeczeństwa Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu na sesji wyjazdowej w Nowej Soli skazał go na karę śmierci. Składowi orzekającemu przewodniczył kpt. Zygmunt Kubrycht. Ławnikami byli sierżanci MO Stefan Drewniak i Stanisław Sękowski. Innych aresztowanych uczestników akcji na bank w Nowej Soli funkcjonariusze PUBP z Kożuchowa w czasie śledztwa powiązali bezpodstawnie z odnalezieniem (na furmance) 15 stycznia 1949 r. w lesie koło Nowej Soli zwłok Czesława Maciejewskiego. Na rozprawie sądzeni razem z „Urszulą” mówili: Józef Olek: „W czasie dochodzeń o współudział na bank przyznałem się do zastrzelenia Maciejewskiego pod presją bicia i byłem zaskoczony, gdy do mnie zwrócono się słowami >ty skurwysynu, to twoja robota<, bito mnie dotąd, dopóki nie przyznałem się […], byłem bity i na życiu mi nie zależało”. Stanisław Rydzewski: „Do zabójstwa Maciejewskiego przyznałem się dlatego, że byłem bity w bestialski sposób”. Adwokat współskazanych Salomon Naftali we wniosku rewizyjnym do Najwyższego Sądu Wojskowego zwracał uwagę na „stosunkowo młody wiek oskarżonych, fakt niesporny, iż Szumski, którego w okresie okupacji znali ze słyszenia jako człowieka otoczonego aureolą bohaterstwa, wywarł na decyzję oskarżonych decydujący wpływ”.

24 września o godz. 9.30 „Urszulę” i współskazanych z nim na śmierć przewieziono z Nowej Soli do więzienia nr 1 przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu, gdzie wykonywano egzekucje. W opinii składu sądzącego przesłanej do Najwyższego Sądu Wojskowego sędziowie wojskowi z Wrocławia napisali: „Skazani są notorycznymi bandytami […], na ułaskawienie nie zasługują”. 23 listopada NSW utrzymał wyrok w mocy. 16 stycznia 1950 r. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski.”
Więcej na temat naszego bohatera możecie poczytać na stronie Solidarność Walcząca.

 

Nie orientuję się jak dziś prezentuje się sprawa rehabilitacji Romana Szczura – „Urszuli” – ale jeszcze w 2013 wyglądało to tak: „Wniosek o rehabilitację stryja złożył w ub. roku syn Michała Szczura – Franciszek, który nadal mieszka w Udryczach. Sąd go jednak odrzucił, motywując, że o nieważność orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego państwa polskiego nie mogą wystąpić krewni w linii bocznej. Mogą za to uprawnione organizacje. Kolejny wniosek podpisały więc Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Zamość i Stowarzyszenie Internowanych Zamojszczyzny.”
(źródło: Tygodnik Zamojski)

 

 

Udostępnij