Stanisław Bojarczuk

Stanisław Bojarczuk urodził się 5 kwietnia 1869 roku w leżącej ówcześnie pod Krasnymstawem wsi Krakowskie Przedmieście (dziś jest to jedna z ulic leżąca na obrzeżach tego miasta). W 1891 roku ożenił się z Agatą Chomik i razem z nią w 1893 roku przeniósł się do wsi Rońsko, która obecnie również jest częścią Krasnegostawu. W Rońsku mieszkał do końca życia. Zmarł 31 grudnia 1956 roku.

Bojarczuk, którego dziś zwiemy „chłopskim Petrarką”, przez całe życie zajmował się gospodarzeniem na swoim spłachetku ziemi oraz – a może przede wszystkim – wypasaniem bydła. Podobno było to jego ulubione zajęcie, bo dawało czas na czytanie, rozmyślanie i wymyślanie rymów. Czytał w zasadzie wszystko co wpadło mu w ręce. Najbardziej pasjonowały go dzieła literackie, do których zamiłowanie rozbudziła w nim jeszcze jego nauczycielka – pani Bronisława.
W dostępnych biografiach często pojawia się informacja, że „przy okazji pisał sonety, chociaż nie miał żadnego wykształcenia humanistycznego„, ale jeśli weźmie się pod uwagę fakt ile osób dziś takowe wykształcenie posiada, a sonetów nie pisze, powinniśmy się raczej cieszyć, że nie żył w czasach terroru systemu edukacji. Albo można zacząć zastanawiać się czym w ogóle dzisiaj jest „wykształcenie”.

Wróćmy jednak do biografii naszego bohatera. Okazuje się, że przez całe nieomal życie cierpiał niedostatek. Razem z rodziną mieszkał w dwuizbowej chacie, z tym że jedną izbę zajmował Władysław Klawisz wraz ze swoją rodziną. Tak więc Bojarczuk z żoną i sześcioma synami – z których tylko trzech dożyło pełnoletności – cisnęli się w jednej izbie.

Józef Zięba w artykule Stanisław Bojarczuk pięćdziesiąt lat czeka na wydawcę dowodzi, że „Bojarczuk za początek swej świadomej twórczości poetyckiej przyjmuje rok 1924. W tym roku zetknął się z poezją Kazimierza Przerwy-Tetmajera, którego wiersz O sonecie wskazał mu formę poetyckiej wypowiedzi. Formie tej pozostał do końca wierny. […] Sonet zafascynował go jako miniaturowa, kunsztowna konstrukcja poetycka, w której można, jak sugerował Tetmajer, pomieścić wielką problematykę”.
Bojarczuk stworzył blisko tysiąc sonetów. Debiutancki tom wierszy pod tytułem „Blaski i dźwięki” wydano tuż przed śmiercią poety w 1956 roku, ale nie wywołał on większego zainteresowania. Drugim wydawnictwem był zbiorek sonetów wydany w 2008 roku w Krasnymstawie. Nosi on tytuł „Linie liryki”‚.

Zakładam, że przeciętny czytelnik tego artykułu nie zna ani jednego wiersza Bojarczuka, więc na zachętę pozwolę sobie umieścić poniżej jeden z sonetów.
Nosi on tytuł Świt.

 

Dnieje. Bujną zielenią ćmią się zbożne łany.
Seledyn lasów w płowych mgieł zwiewnej osłonie.
Białą manną drobniutkich ros spylone błonie.
Leciuchne dyszy wonny zefirek rozlany.

W widnokręgu przyrody, sztuki pawilonie,
wyfleca arie słowik, muzyk zawołany.
Wtóruje mu skowronka ćwierk niepokalany,
a jam władcą rozkoszny, zda się w tym salonie.

Jam Krezus śnień, środ hurys mar, półnagi, bosy,
pławię się w traw szmaragdach, depcę perły rosy,
a pokłony mi biją zbóż gnących się kłosy.

Jam mocarny, demonom swą moc przeciwstawię.
Nie mam współzawodnika tu, w Szczekarzewstawie,
a ślad mego istnienia w sonetach zostawię.

 

Zorza się roznegliża w mgielnych makat zwoju
i w północ sobótkową z zmierzchem się rozłącza.
Kąpię się, Amor-zefir, w basenie nadłącza,
w dyszącym wonią żywic, kwieci i ziół zdroju.

Na tle diademu flory bluszczowego pnącza
rozkosznie drzemie malwa w ramionach powoju,
który w rozchył karminią jej, płateczków zwoju,
Bliskich ambrozji nektar z kielichów swych wsącza.

Zorzo! W pieszczotach świtu, wniebowzięcia śniąca,
nim poranek południe, wieczór brwi przymruży,
szron skrysztali uczucia po zachodzie słońca.

Poetyczną narkozą senna, zwól swej kruży,
póki pierś chuci pełna, jaźń wrażeń łaknąca,
w tym sezonie idylli, słowika i róży.

 

Wracamy na ziemię.
Pod pewnym względem życie Bojarczuka można podzielić na dwa etapy: do 1939 roku i po 1939 roku. Ten pierwszy okres dawał naszemu poecie jakąś szansę na zaistnienie. Może nie byłby to jakiś oszałamiający sukces, ale prawie w każdym artykule dotyczącym Bojarczuka natknąć się można na stwierdzenia, że jego talent i wiedza dotycząca wielu dziedzin były cenione przez krasnostawskie elity, skupione wokół rejenta Komorowskiego.
Na przedwojennych zdjęciach widzimy zadbanego człowieka, który na nędzarza nie wygląda. W innym miejscu dowiadujemy się, że „Bojarczuk debiutował na łamach prasy w latach trzydziestych za sprawą swojego przyjaciela i protektora Józefa Nikodema Kłosowskiego, który opublikował kilka jego wierszy w redagowanym przez siebie czasopiśmie „Wieś Krasnystawska”. Kłosowski podejmował też starania mające na celu wydanie tomiku sonetów Bojarczuka przez Lubelski Związek Literatów. ”
Za to lata wojenne i powojenne to okres nędzy i rozpaczy. Czytając w biografiach na temat okresu po 1945 roku trudno nie odnieść wrażenia, że został po prostu zniszczony.

W artykule Mariusza Kargula, czytamy:
„Zaiste trudno wyobrazić sobie Bojarczuka zabiegającego o łaskę i względy jemu współczesnych. To bardziej trąciło stajnią Augiasza niż Olimpem, któremu poświecił tyle uwagi w swoich sone­tach.
[…]

Być może i za bar­dzo nie było dla kogo czy­nić podob­nych lite­rac­kich wolt w ówcze­snym nad wyraz „par­ty­ku­lar­nym” Kra­snym­sta­wie?
[…]

Jakieś drobne wyrazy uzna­nia i gra­ty­fi­ka­cje, które spły­nęły na Bojar­czuka tuż przed jego śmier­cią, dowio­dły tylko po raz kolejny braku wyczu­cia i roze­zna­nia sytu­acji przez czyn­niki odpo­wie­dzialne za sprawy kul­tury. Gdyby nie praca wyko­nana przez Józefa N. Kło­sow­skiego i Zbi­gniewa Stepka, zapewne nigdy nie doszłoby do druku pierw­szego (i przez 51 lat jedy­nego!) wyboru sone­tów kra­sno­staw­skiego samo­uka. Przez te wszyst­kie lata nale­żało mieć cał­kiem uza­sad­nione prze­ko­na­nie, że w całej spra­wie nie „wypły­nie” już na powierzch­nię nic nowego.”

Dochodzi do tego fakt, że nawet po tzw „przemianach” z 1989 roku były i są problemy z promocją Stanisława Bojarczuka. Powiem wręcz, że mamy tu do czynienia z szerszym zjawiskiem, które można by określić jako „wygaszanie lokalnej pamięci ” lub „tłumienie lokalnej twórczości”. Rodzi się więc pytanie: Czym to jest spowodowane?

Myślę, że powołując do życia Lokalne Centrum Promocji, chciałem aby działalność firmy przyczyniła się nie tylko do rozwoju wiedzy o regionie, ale również do realnych zmian na lepsze. Dlatego też w tym momencie muszę przerwać pisanie, bo wątek – najwidoczniej – celowego zniszczenia Bojarczuka zasługuje na dokładniejsze zbadanie.

Dla pragnących poszerzyć wiedzę teoretyczną o Stanisławie Bojarczuku wklejam link do Wikipedii.
Znajdziecie tam również imponującą listę artykułów o wyśmianym poecie z Krasnegostawu.
Stanisław Bojarczuk – Wikipedia

 

 

 

Udostępnij